Untitled Document
Sonet 67
67
Zmęczony wszystkim sennej śmierci wołam,
Widząc zasługę w roli penitenta,
Widząc, jak nicość się puszy wesoła
I jak wierutnie kłamie wiara święta,
I jak niegodny jest czczony z honorem,
I jak z dziewicy rośnie kurtyzana,
Jak doskonałość przestaje być wzorem
I jak się siła korzy na kolana.
Jak władza knebel wkłada w usta sztuce
I jak prostactwem zwie się prawda krucha,
I jak szaleńcy przewodzą nauce,
Jak biedne dobro zła możnego słucha.
Zmęczony wszystkim, chętnie bym to rzucił, Lecz wtedy miłość moją bym zasmucił.
Jerzy Łowiński
Ach, czemu żywię w tym przedajnym wieku Istnieniem swoim dodając mu blasku,
Z nim grzech wszelaki wydawa się łaską, Że rówieśnego ma w onym człowieku.
Przecz tę twarz wzniosłą konterfekt fałszywy Kraść ma do życia w martwe mieniąc
płótno, Naśladowanie wyprzeć cbraz żywy, Różę rozkwitłą malowana smutno?
Przecz żyć mu przyszło, gdy Bankrut-Natura O farby żebrze by swą krew zrumienić?
Nic w niej prócz niego nie można dziś cenić, Że zbywszy wielu ma w nim sobowtóra.
Jegoż hołubiąc to żąda powiedzieć: Jak pyszną była, zanim zwiędła w biedzie.
|
 |